Feeds:
Wpisy
Komentarze

Przedwiośnie


Drzewa rozkojarzone obrazem liści
tylko ruszenie niepospolite ruszenie
zbrojne w tak wiele ramion tyle w krąg widzące
blask wychwytują z run grzmotu wzbierający
drażnią rześkie powietrze wszystkich skrzydeł ruchu
nowych liści dumnych bo nową zieleń przyjmą
tych powietrznych zawołań czyż nie słychać jeszcze?

zamiana –
aż drga od niej przestwór ujęty w kleszcze
skłonionych przez wierzchołki braci jednogłosej
żegluje choćby wbrew bogom w nieboskłon
w jasne niebo budząc żyłkami
a las wyrusza a w nim
pnie z granitów idą pobożnie
w stronę dzieniotwórczych szczytów
wabiących wody co spodem bystro rwą trawy
by później chrabąszcz ze słomką u nogi
mógł zmienić obraz natury jałmużny
z tamtej strony snu

Reklamy

Do Matki


Do Matki

Portret na ścianie
tuż obok drzwi
niezwyczajny naprzeciw
po lewej stronie
fotografa matki z młodzieńczym uśmiechem
Mony Lizy
co nie przestał kochać

patrz
nie udawaj że nic się nie stało
nie ignoruj mnie
zabij to milczenie które ma siłę
niszczenia płomieni
tłumiących każdy dźwięk
rozzłość się krzyknij
przecież wiem o zrobiłem
patrz mi w oczy
pokaz jakąkolwiek reakcję
choćby nienawiść
bo ja krzyczę w twoim milczeniu
ze sztywnym półuśmiechem
według nadziei partytury jednej

Strach się bać..


Drodzy Państwo

Co i rusz słyszymy, jesteśmy informowani czy stawiani przed faktami dokonanymi przez naszych dysydentów. Często przyjmujemy pomysły z humorem, niedowierzaniem czy strachem o dzień kolejny. Jednym słowem strach się bać. Owszem, mamy weekendowe wojsko, ale brak dowódców wysokiego szczebla, bo niejaki Antoś bał się wysiudanie ze swojego stołka, więc zezwolił większości z nich przejść w stan spoczynku.- jak kulturalnie zostało to nazwane. Aliści dalej nie brak w naszej Przenajświętszej Rzeczypospolitej dalszych „genialnych” pomysłów. Był już pomysł obrony polskiego nieba za pomocą tysiąca dronów, a skończyło się na zakupie kliku przestarzałych samolotów Made in USA – F 15. Trochę to za mało, jak na nasze apetyty mocarstwowe. Podobnież kiełkuje postulat broni jądrowej dla Polski, oczywiście w ramach koncertu życzeń.

Co w takim razie może być propozycją w następnych tygodniach Nowego Roku, wolę nie myśleć. Na wszelki wypadek nie podsuwajmy żadnych dalszych pomysłom naszym „cywilnym wojskowym”. Minusem całej sprawy jest po pierwsze primo –  nie wiadomo skąd by taka broń wziąć  i po drugie primo – nie wiadomo co z nią można by zrobić. Ową broń musiałby ktoś nam sprezentować, bo nawet prosta elektrownia jądrowa jest poza naszym zasięgiem, a co tu mówić o bombie. Może znajdzie się jakaś stara zardzewiała, zawilgocona albo wycofania? To może moglibyśmy wziąć ze złomowiska, jak to robimy z czołgami i innym śmieciem militarnym. Gorzej z pytaniem, co moglibyśmy z nią zrobić. Prawdę mówiąc nawet jako „bywszy” wojskowy nie wiem jak taka bomba wygląda, ale tak sobie myślę, że nie jest ładna, a rodzime oddziały ułanów z głowicami końskimi lepiej prezentują się bez głowic jądrowych.

Z tymi naszymi ciągotkami mocarstwowymi też jest checa.

 

Za czasów Układu Warszawskiego w ramach tzw. „teatru wojennego” pod dowództwem sowietów, przypadł nam honorowy udział zaatakowania Danii. Obecnie wszystko się zmieniło, bo okrętów wojennych mamy zbyt mało, nawet do zaatakowania Bornholmu. Niemcom też nie podskoczymy żądając a, bo najwyżej po pysku dostać możemy. Jakby nie spojrzeć, wszystko dla nas jest mało nieciekawe, a konstruktywnych pomysłów jak nie ma, tak nie ma. Może więc zróbmy tak: pokazując naszą aktywność wojskową w budowie nowego teatru wojennego, zacznijmy okupować Antarktydę, powołamy w kamasze ze dwa tysiące pingwinów (przystosowani do terenu) i krzyknijmy „ONA NASZA” na forum ONZ. Co prawda, od 1997 roku mamy tam swoją arktyczną staję badawczą, ale nic z tego nie wynika. Możemy też pokrzykiwać buńczucznie „nie oddamy ziemi gdzie nasz pingwiny” Zawsze to coś znaczy.

Zawsze może być źle, żeby gorzej było – (St. Witkiewicz Witkacy)

Ot, co…

Psyche


Niech wreszcie ujrzę kochankę
co w nieprzytomność wprawia
chcę patrzeć na nią kiedy śpię nago
chce widzieć jej kształt
i dlatego rozkosz nierozumna
mogę stracić siebie
którego ja…

oto parząca kropla światła
ze świecy gromnicznej
śliniącej się bezwiednie
kropla co budzi łka i prosi
i wściekłość ogień pustka
już tu ciebie nie ma
ty – zważona baśń

Miraż


Minęła godzina
Czas mknie nieubłagany pokaleczony
kiedy przychodzisz na spotkanie
koniecznie snem wymuszone
ramionami z mgły masz świeższe
od dnia o świtaniu
a oczy moje jaśniejsze

jak w młodości pamięć całuję tkliwą
jesteś
biegniesz nieśpiesznie
z trenu spływasz lekko
jak krok który się urywa
a różowe łabędzie rysują
brzemienne widzenia

popołudnie w ukrytym mirażu
które w postać mgły się przeobraża
czy w niej zobaczę rumieniec jeszcze
na twarzy z cienia i słońca?

Barometr wrażliwości


Drodzy Państwo

Ci co mnie znają mówią, że jestem ateistą. I potępiają mnie oraz straszą zemstą Pana Boga. Ja im tłumaczę, że nie obawiam się zemsty, bowiem sam Bóg twierdzi, a raczej jego ziemscy urzędnicy, że jest miłosierny i wybacza grzesznikom. Poza tym, skoro stworzył grzech, to to jest rzeczą
boską. A miłosierdzie jego jest niezbadane. No, jeżeli tak, to, czego się obawiać? Czyśćca? OK, mogę tam pójść, bo stamtąd też się podobno wychodzi i jest wtedy wesoło. Piekła się nie boję, bo mam je już na ziemi. Więc każda inna zmiana miejsc będzie tylko ulgą. Pewnie takiego samego zdania są kościelni celebranci, bo grzeszą jak cholera, aż papież ma z nimi problem. Ale ja nie o tym. Czasem sam sobie wyrzucam nieuczciwość w stosunku do samego siebie, bo zaprzeczam swoim poglądom. Spieszę tu wyjaśnić, że ja tylko „okolicznościowo” tak postępuję. Czy to mnie rozgrzesza? Tego nie wiem, ale prawdę mówiąc jest mi trochę „nieswojo”. W mojej rodzinie po mieczu, Święta Bożego Narodzenia były dla mojego śp. Ojca wielkim wydarzeniem, bodajże najważniejszym w roku. Pochodził zza Tarnowa, więc wszystko jasne. Mnie z polskich akcentów świątecznych zawsze fascynowała tradycja ubierania choinki, a później wyjadania zawieszonych na niej cukierków czekoladowych oraz piękny zwyczaj tzn. opłatek, życzenia szczere lub mniej szczere, a zawsze banalne, w które i tak nikt nie wierzył, obdzielanie wigilijnym opłatkiem czworonożnych przyjaciół. Piękny ten zwyczaj ukazuje ludzką wrażliwość na życie braci mniejszych, jak pięknie to określił Święty Franciszek, najbardziej znany ich przyjaciel. Niestety, wrażliwość ludzi najczęściej kończy się wraz przemijaniem świąt. Zdecydowana większość z nas traktuje czworonożne stworzenia jak członków rodziny i w należny sposób otacza ich opieką, o czym świadczy ilość sklepów ze smakołykami dla pupili. Czyli problem wydaje się niewielki albo żaden. Ale wcale nie jest aż tak różowo. Wystarczy spojrzeć na portale społecznościowe: pies zakatowany przez właściciela, inny przywiązany w lesie na krótkiej smyczy do drzewa, jeszcze inny wyrzucony z samochodu by zakończył życie na poboczu drogi. A one nie przestają kochać, choć ich opiekun okazał się kanalią. Takich nieludzkich zachowań, które zapisują się smutnymi zgłoskami jest niestety bez liku. Mam wielki szacunek dla wolontariuszy, bo wolny czas poświęcają na opiekę nad psiakami i kotami ze schronisk, dla starszych pań, które za pieniądze z swoich skromnych emerytur dokarmiają bezdomne osiedlowe psy i koty. Przed moim blokiem, w którym pomieszkuję, na posesji przebywa ok. dziesięć kotów, które regularnie odwiedzają wybrane miejsca, gdzie mają zawsze wystawione ciasteczka, a latem także mleczko. Tylko sąsiedzi starszej pani są bezduszni i narzekają na koty, które znalazły sobie schronienia w korytarzach piwnic, a dzieci jak to dzieci, zawsze są bezkrytyczne i przeszkadzają kotom w posiłku. Tu upatruję winę rodziców, jako głównych sprawców kocich kłopotów. I dlaczego tak? Przecież to pożyteczne stworzenia. Ni cholery tego pojąć nie potrafię. Tak sobie myślę, iż księża zamiast pieprzyć o polityce wiernym „owieczkom”, mieliby doskonały temat w czasie kapłańskich odwiedzin – „pokaż mi , jak traktujesz swoje zwierzęta, a będę wiedział jakim jesteś człowiekiem”. Gdyby ksiądz zapowiedział plan swoich duszpasterskich odwiedzin, oraz to, że chciałby zobaczyć jak traktowani są bracia mniejsi w wiejskich obejściach (i nie tylko tam) to być może choćby na ten jedyny dzień zwierzęta miałby święto od łańcuchów i blaszanych bud z przerobionych z blaszanych beczek po oleju napędowym. I na koniec – czy dzieciaki na lekcjach religii z należną starannością uczą się o Panu Bogu, który ma serce przepełnione miłością?
Z pewnością nie, bo proboszcz wrażliwości na temat losu zwierząt nie porusza. Wszak zwierzęta ponoć duszy nie mają. Niedawno z mediów dowiedziałem się i byłem pod ogromnym wrażeniem bezduszności kapłana, któremu odebrano rasowego owczarka niemieckiego z wielkim gnijącym guzem na tylnej nodze. W efekcie tego weterynarz musiał psu nogę amputować. Ten ksiądz nie może mówić o wielkim sercu do ludzi i zwierząt. A czworonóg dopiero uwolniony spod opieki księdza – sadysty poszczekać sobie może radośnie, bo uwolnił się od „Miłości” swojego opiekuna – kata.
I kto tu jest dobry człowiekiem – ja ateista czy wy, katolicy??
„jestem zdania, jak okiem sięgnąć nie widać uczucia” (Franz Kawka)
Ot, co…

 

Roztropność


Drodzy Państwo

Tej cechy charakteru nie brakuje większości ludzi. A mniejszość, jest tylko potwierdzeniem powyższego.  Czego, jak czego, ale tej cechy nie można odmówić Kościołowi Katolickiemu. Bardzo dbają o to, aby nie towarzyszył temu pośpiech. Zachowuje się spokojnie i rozważnie. Tymi cechami szczyci się prawie ta instytucja od prawie dwóch tysięcy lat. Sprawy przedstawiające prawdziwy wizerunek Kościoła rozpatrywane są całymi latami, a bywa, że wieki całe. Tą roztropność Kościoła widać najlepiej przyglądając się reakcji dostojników kościelnych na pedofilów w sutannie. Jak oni od nich się dystansują. Tutaj na wszelki wypadek wyjaśniam moherowym berecikom ze stajni Radia Maryja – jedynej oazy prawdy i mądrości, iż pedofilia nie jest zaszczytem kościelnym, awansem albo też wyróżnieniem dającym kapłanom powód do dumy i chwały. Pedofila jest ohydnym seksualnym zboczeniem polegającym na gwałceniu dzieci przez dorosłych.  I to zbrodnicze wręcz zachowanie księży toczy niczym rak Kościół na całym świecie. Pedofilia nie ominęła i Przenajświętszej Rzeczypospolitej. Kościelni  celebranci, prokuratorzy, dziennikarze, „politycy” każdego szczebla robią wszystko, co tylko mogą, aby pojawiające się, co i rusz skandale tłumiąc w zarodku i nie nadawać im rozgłosu. Polska sprawiedliwość w dalszym ciągu jakby doznawała agnozji i jest pobłażliwa dla zboczeńców, którym fiuty wychodną spod sutanny. Władza, establishment (tfu!) nie bardzo przejmuje się ofiarami zboczeńców. Ważne dla nich są dobre relacje z hierarchami Kościoła. Ci wyrachowani, cyniczni karierowicze nawet z tym się nie kryją. Czapkują księżulkom niczym chłop małorolny panu hrabiemu. Ale nie mogę powiedzieć, że Episkopat nic nie robi w ramach walki ze zboczeńcami.  Owszem, ogłosił zgodnie z nakazem papieża –„Zero Tolerancji Dla Pedofilii”. Wszystko byłoby cacy, gdyby za tym nakazem poszły znaczące czyny. Ale na tym wykonanie zakazu kończy się. Tu zaczęło się i zakończyło wykonie papieskiego nakazu. Prawie wszyscy biskupi i księża wrócili do dawnej kłamliwej i agresywnej retoryki. Wymownym tego przykładem jest bezczelność „księcia” Kościoła niejakiego (flaszki )Sławoj Głodzia, piejącego peany na cześć księdza znanego ze skłonności do młodych chłopców i wystawnego trybu życia.  Podczas mszy poświeconej owemu celebrantowi  werbalnie kanalizował te słowa cytuję; „ dziękuję za tę posługę, cichą, spokojną, niewidoczną, za świadectwo jednoczenia z Jezusem, za jedność z biskupami. A także za hart ducha, kiedy godność kapłańska przez środowiska wrogie Kościołowi  stawiana jest pod pręgierzem oskarżeń, zarzutów, pomówień, często na wyrost, na oślep, dla medialnego efektu”.

To ja teraz, nieskromna owieczka, a posteriori werbalnie powiem – zero tolerancji także dla takich kapłanów i pasterzy. Baranem nie jestem, to i takiego przewodnika nie potrzebuję. Powiem tak – wy księża od zarania dziejów jesteście niewinni, zawsze czyści. Nigdy nie jesteście autorami świństw, ciasnego myślenia i cynizmu, winowajcami. I zawsze mienicie się ofiarami prześladowań stosując swoiście pojmowaną aksjologię.

No, więc – nie Bóg, a czort z wami!

Ot, co…